Codziennie przemierzając te same ulice nie zauważa się już uroku, który turyści tak sobie cenią.
Pewnego letniego dnia postanowiłam odkryć je na nowo. Nadałam barwy odwiedzanym co rano kawiarniom, a znane na wylot kamienice ujawniły skrywane dotychczas zakamarki.
Pierwsze promienie oświetlające unoszącą się mgłę, gasnące latarnie, rozmyte echo tętniącej życiem nocy. Ujawniające się kolory dnia.
Tak właśnie każdego dnia ukazuje mi się Kazimierz. Miejsce, które mnie pochłonęło i pokazało odmienne oblicze Karkowa.